Rozdział 7 -
" Nigdy
wam tego nie powiem"
*oczami Amy*
Gdy namydliłam się mydłem kakaowym , spłukałam pianę z włosów
i ciała. Wyszłam z kabiny i owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam
niepewnie w lustro. Mimo , że przestałam krwawić , wyglądałam
okropnie. Wszędzie miałam siniaki. Wszystkie moje blizny były
lekko czerwone. Nie zniosłam swojego wyglądu. Czułam się brudna ,
naruszona i...po prostu dotknięta.W jednym momencie przypomniały mi
się wszystkie chwile z przeszłości...
Pod wpływem tak dużej ilości złych myśli nie wytrzymałam.
Znalazłam w szafce apteczkę i ją otworzyłam. Uff... na szczęście
są tu. Żyletki i bandaże. Schowałam kilka ostrych narzędzi do
kieszeni spodni , a jedną z nich wzięłam do ręki. Zrobiłam sobie
trzy cięcia. Owszem , czułam ból , ale wolę ból fizyczny niż
psychiczny.
Gdy zobaczyłam , że moja krew ubrudziła całą umywalkę ,
podłożyłam ręke pod strumień zimnej wody. Cicho syknęłam.
Obmyłam ranę i owinęłam ręke bandażem. Umyłam dokładnie zlew
i ubrałam się w granatowe rurki oraz różową bokserkę w serek.
Aby zakryć czymś ramiona , sięgnęłam po bluzę czyjegoś
chłopaka wiszącą na wieszaku. Wyszłam z łazienki i postanowiłam
pogadać z chłopcami. Schodząc po schodach zaciągnęłam mocniej
rękaw bluzy na nadgarstek. Ból brzucha lekko ustał , lecz nadal go
odczuwałam.
Gdy pojawiłam się w salonie nikt mnie nie zauważył , więc cicho
odchrząknęłam.Wszystkie twarze zostały zwrócone w moją stronę.
Po chwili chłopaki ciepło się do mnie uśmiechnęli.
-Chciałabym , abyście teraz wytłumaczyli mi od początku , co ja
tu robię -powiedziałam pewnie. Z mokrych włosów kapały mi na
szyję kropelki wody.
-Okej , ale jeżeli później ty opowiesz nam trochę o sobie. Co ty
na to?- zapytał się mnie Ryan.
Kiwnęłam głową i usiadłam na przeciwko nich na fotelu.
-No więc... wszystko od początku , hmmm? -powiedział Justin –
osoba , która cię porwała nazywa się Steven Mac'can. Jest
przywódcą innego gangu , który wkroczył na nasz teren. Porywa ,
gwałci i zabija dziewczyny takie jak ty , które błąkają się po
ulicach Chicago. Ostatnio zabił kolejną ....
-Wiem-powiedziałam cicho.
Cała czwórka popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Jak to?-zapytał z niepewnością Chris.
-Widziałam jak ...- przełknęłam głośno ślinę i powstrzymałam
chęć rozpłakania się – jak atakują dziewczynę. Próbowała
się bronić , ale oni byli silniejsi. Postrzelili ją , a ja głośno
krzyknęłam. Bez zastanowienia zaczęłam uciekać – mówiłam
coraz szybciej – zauważyli mnie i zaczęli gonić , a ... a resztę
już znacie... Porwali mnie , ale nie zgwałcili ... w pewnym sensie.
Nie zdążyli, bo ktoś do niego zadzwonił i powiedział , że mnie
szukacie. Zdążył tylko...-zatrzymałam się.
-Tylko co?-spytał cicho Ryan.
Nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Podkuliłam nogi i zaczęłam
szlochać mając głowę na kolanach.
-Cii... uspokój się. Nie musisz nam teraz mówić-zapewnił mnie.
-Nigdy wam tego nie powiem-szepnęłam.
-Czemu? -zapytał ze zdziwieniem blondyn.
-Bo mi zabronili -szepnęłam , dławiąc się swoimi łzami.
-Co ci zrobią jak nam powiesz?
Nie mogłam z nimi dłużej rozmawiać. Nie wytrzymałam. Wybiegłam
z salonu , wbiegłam po schodach i wbiegłam do łazienki. Zamknęłam
drzwi na klucz. Słyszałam za sobą krzyki i uderzenia w drzwi.
-Emily! Otwórz te drzwi! -słyszałam głos Ryan'a.
Usiadłam pod drzwiami cały czas płacząc.
-Nie rób nic głupiego. Wyjdź , porozmawiamy na spokojnie-mówił
już ciszej.
To o czym mi przypomnieli było nie do wytrzymania. Wstałam i
wyciągnęłam żyletkę . Drżącą ręką zrobiłam pierwsze
nacięcie. Zanim jednak zrobiłam drugie, usłyszałam huk. Drzwi
wyleciały z framug. W nich stali Ryan i wkurzony Justin. Podbiegł
do mnie , zabrał mi żyletke z ręki i złapał za nadgarstek ,
który w tym czasie zdążyłam owinąć bandażem.
-Po co sobie to robisz , hmm?!-spytał Justin – po co ?- spytał
już ciszej po czym mocno mnie w siebie wtulił. Spanikowałam.
Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać , ale był o wiele silniejszy
ode mnie. Po kilku minutach , zmęczona ,po prostu zasnęłam w jego
ramionach.
*oczami Justina*
Po chwili poczułem jak bezwładnie na mnie upada. Chyba zasnęła.
Miałem łzy w oczach. Umywalka była cała zakrwawiona jak i jej
bandaż. Chris tylko odwrócił wzrok gdy odwinąłem nadgarstek i
zobaczyłem więcej cięć. Wiedziałem co to oznacza.
-Ma ich więcej ,prawda?-zapytałem drżącym głosem.
-Tak. Na udach , brzuchu , ramionach i nadgarstkach. Nie chciałem ci
mówić , bo byś ją dopytywał. Widocznie coś działo się w jej
życiu , a ona nie jest jeszcze gotowa , aby o tym mówić.
-Ale co jeszcze mogło się jej stać , że się cieła? - zapytałem.
-Nie wiem. Chodź, położymy ją do łóżka. Jak się obudzi to
spytamy się jej. Opowie nam trochę o sobie. W końcu obiecała.
Kiwnąłem głową i wyszedłem z łazienki. Nawet zakrwawiona i
załzawiona była piękna. Zastanawiałem się , że skoro jej nie
zgwałcili "w pewnym sensie " to co jej zrobili? Muszę się
tego dowiedzieć. Położyłem ją na łóżku Ryan'a i zacząłem
rozbierać.
-Justin... - odezwał się niepewnie Ryan - Ja to zrobię. Te rany
były dla mnie wielkim szokiem. Myślę , że byś tego nie
wytrzymał.
Opierałem się , ale w końcu uległem i ruszyłem do pokoju z
wolnym łóżkiem. Poszedłem do łazienki. Zdjąłem ciuchy wraz z
bokserkami i wszedłem pod strumień gorącej wody. Moje mięśnie
rozluźniły się. Co się ze mną dzieje? Dawniej oddałbym
dziewczynę Ryan'owi i dalej żył swoim życiem. Czy ja się , aby
nie zakochałem... Nie. Tego nie można nazwać miłością. Raczej
polubieniem... , no dobra , zauroczeniem , ale tylko tyle. Nic
więcej... Chyba...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz