sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 7

Rozdział 7 - 
 " Nigdy wam tego nie powiem"
*oczami Amy*

Gdy namydliłam się mydłem kakaowym , spłukałam pianę z włosów i ciała. Wyszłam z kabiny i owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam niepewnie w lustro. Mimo , że przestałam krwawić , wyglądałam okropnie. Wszędzie miałam siniaki. Wszystkie moje blizny były lekko czerwone. Nie zniosłam swojego wyglądu. Czułam się brudna , naruszona i...po prostu dotknięta.W jednym momencie przypomniały mi się wszystkie chwile z przeszłości...
Pod wpływem tak dużej ilości złych myśli nie wytrzymałam. Znalazłam w szafce apteczkę i ją otworzyłam. Uff... na szczęście są tu. Żyletki i bandaże. Schowałam kilka ostrych narzędzi do kieszeni spodni , a jedną z nich wzięłam do ręki. Zrobiłam sobie trzy cięcia. Owszem , czułam ból , ale wolę ból fizyczny niż psychiczny.
Gdy zobaczyłam , że moja krew ubrudziła całą umywalkę , podłożyłam ręke pod strumień zimnej wody. Cicho syknęłam. Obmyłam ranę i owinęłam ręke bandażem. Umyłam dokładnie zlew i ubrałam się w granatowe rurki oraz różową bokserkę w serek. Aby zakryć czymś ramiona , sięgnęłam po bluzę czyjegoś chłopaka wiszącą na wieszaku. Wyszłam z łazienki i postanowiłam pogadać z chłopcami. Schodząc po schodach zaciągnęłam mocniej rękaw bluzy na nadgarstek. Ból brzucha lekko ustał , lecz nadal go odczuwałam.
Gdy pojawiłam się w salonie nikt mnie nie zauważył , więc cicho odchrząknęłam.Wszystkie twarze zostały zwrócone w moją stronę. Po chwili chłopaki ciepło się do mnie uśmiechnęli.
-Chciałabym , abyście teraz wytłumaczyli mi od początku , co ja tu robię -powiedziałam pewnie. Z mokrych włosów kapały mi na szyję kropelki wody.
-Okej , ale jeżeli później ty opowiesz nam trochę o sobie. Co ty na to?- zapytał się mnie Ryan.
Kiwnęłam głową i usiadłam na przeciwko nich na fotelu.
-No więc... wszystko od początku , hmmm? -powiedział Justin – osoba , która cię porwała nazywa się Steven Mac'can. Jest przywódcą innego gangu , który wkroczył na nasz teren. Porywa , gwałci i zabija dziewczyny takie jak ty , które błąkają się po ulicach Chicago. Ostatnio zabił kolejną ....
-Wiem-powiedziałam cicho.
Cała czwórka popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Jak to?-zapytał z niepewnością Chris.
-Widziałam jak ...- przełknęłam głośno ślinę i powstrzymałam chęć rozpłakania się – jak atakują dziewczynę. Próbowała się bronić , ale oni byli silniejsi. Postrzelili ją , a ja głośno krzyknęłam. Bez zastanowienia zaczęłam uciekać – mówiłam coraz szybciej – zauważyli mnie i zaczęli gonić , a ... a resztę już znacie... Porwali mnie , ale nie zgwałcili ... w pewnym sensie. Nie zdążyli, bo ktoś do niego zadzwonił i powiedział , że mnie szukacie. Zdążył tylko...-zatrzymałam się.
-Tylko co?-spytał cicho Ryan.
Nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Podkuliłam nogi i zaczęłam szlochać mając głowę na kolanach.
-Cii... uspokój się. Nie musisz nam teraz mówić-zapewnił mnie.
-Nigdy wam tego nie powiem-szepnęłam.
-Czemu? -zapytał ze zdziwieniem blondyn.
-Bo mi zabronili -szepnęłam , dławiąc się swoimi łzami.
-Co ci zrobią jak nam powiesz?
Nie mogłam z nimi dłużej rozmawiać. Nie wytrzymałam. Wybiegłam z salonu , wbiegłam po schodach i wbiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz. Słyszałam za sobą krzyki i uderzenia w drzwi.
-Emily! Otwórz te drzwi! -słyszałam głos Ryan'a.
Usiadłam pod drzwiami cały czas płacząc.
-Nie rób nic głupiego. Wyjdź , porozmawiamy na spokojnie-mówił już ciszej.
To o czym mi przypomnieli było nie do wytrzymania. Wstałam i wyciągnęłam żyletkę . Drżącą ręką zrobiłam pierwsze nacięcie. Zanim jednak zrobiłam drugie, usłyszałam huk. Drzwi wyleciały z framug. W nich stali Ryan i wkurzony Justin. Podbiegł do mnie , zabrał mi żyletke z ręki i złapał za nadgarstek , który w tym czasie zdążyłam owinąć bandażem.
-Po co sobie to robisz , hmm?!-spytał Justin – po co ?- spytał już ciszej po czym mocno mnie w siebie wtulił. Spanikowałam. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać , ale był o wiele silniejszy ode mnie. Po kilku minutach , zmęczona ,po prostu zasnęłam w jego ramionach.

*oczami Justina*
Po chwili poczułem jak bezwładnie na mnie upada. Chyba zasnęła. Miałem łzy w oczach. Umywalka była cała zakrwawiona jak i jej bandaż. Chris tylko odwrócił wzrok gdy odwinąłem nadgarstek i zobaczyłem więcej cięć. Wiedziałem co to oznacza.
-Ma ich więcej ,prawda?-zapytałem drżącym głosem.
-Tak. Na udach , brzuchu , ramionach i nadgarstkach. Nie chciałem ci mówić , bo byś ją dopytywał. Widocznie coś działo się w jej życiu , a ona nie jest jeszcze gotowa , aby o tym mówić.
-Ale co jeszcze mogło się jej stać , że się cieła? - zapytałem.
-Nie wiem. Chodź, położymy ją do łóżka. Jak się obudzi to spytamy się jej. Opowie nam trochę o sobie. W końcu obiecała.
Kiwnąłem głową i wyszedłem z łazienki. Nawet zakrwawiona i załzawiona była piękna. Zastanawiałem się , że skoro jej nie zgwałcili "w pewnym sensie " to co jej zrobili? Muszę się tego dowiedzieć. Położyłem ją na łóżku Ryan'a i zacząłem rozbierać.
-Justin... - odezwał się niepewnie Ryan - Ja to zrobię. Te rany były dla mnie wielkim szokiem. Myślę , że byś tego nie wytrzymał.
Opierałem się , ale w końcu uległem i ruszyłem do pokoju z wolnym łóżkiem. Poszedłem do łazienki. Zdjąłem ciuchy wraz z bokserkami i wszedłem pod strumień gorącej wody. Moje mięśnie rozluźniły się. Co się ze mną dzieje? Dawniej oddałbym dziewczynę Ryan'owi i dalej żył swoim życiem. Czy ja się , aby nie zakochałem... Nie. Tego nie można nazwać miłością. Raczej polubieniem... , no dobra , zauroczeniem , ale tylko tyle. Nic więcej... Chyba...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz