wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 10

Rozdział 10 -
 " Sory dziewczyny , ale kończymy zabawę"

-Czyli? - zapytałem.
-Czyli kręcimy butelką. Osoba , która została wylosowana idzie z osobą , która kręciła butelką na siedem minut do innego pokoju. Robią coś , aby komuś było miło. Mówią coś , robią coś , nie wiem. Cokolwiek – wytłumaczyła Jenn.
-Nie podoba mi się ta zabawa – powiedział Ryan i spojrzał na Sasha'e.
-Oj no prosiiiimyyyy.. - powiedziały wszystkie.
Widziałem jak Jas zaczęła ocierać się o Bruce'a.
-Ja jestem za – uśmiechnął się brunet.
Podobnie postąpiła Jenn.
-Ja też – powiedział Chris i położył ręce na pośladki szatynki.
-A ja nie – powiedział Bruce.
Sasha rozpięła jego rozporek i wsunęła rękę pod jego bokserki. Razem z chłopakami zaśmialiśmy się.
-Kurwa – syknął brunet i zamknął oczy. Zacisnął piąstki w pięści.
-Hm..? Co mówiłeś ? -spytała brunetka przestając na chwile swoje poczynania.
-Że ...- westchnął Bruce – Że się zgadzam.
Sasha pisnęła .
-Dziękuję – szepnęła mu do ucha i wyciągnęła rękę.
Bruce zapiął spodnie.
-Coś za bardzo jej ulegasz – powiedziałem dalej się śmiejąc.
-Zamknij się – warknął do mnie.
Podniosłem ręce w geście obronnym już drugi raz dzisiaj. Wstałem w celu pójścia po butelkę.
-Nie trzeba. Już mamy – powiedziała Jenn i wyciągnęła butelkę po piwie.
-Piłyście? - zapytał Ryan. Po jego głosie słychać było , że mu się to nie spodobało.
-Troszeczkę – przyznała spokojnie Jas.
Posprzątałem na stole , tak by było miejsce.Dziewczyny ściągnęły z siebie bluzki i zostały w samych spodenkach i stanikach. Zawsze tak robiły gdy do nas przychodziły. Twierdziły , że to dla rozluźnienia atmosfery , a poza tym, było gorąco.
-Ja zaczynam -powiedziała Sasha i zakręciła butelką.
Wypadło na Ryan'a , który momentalnie się uśmiechnął. Brunetka wstała i złapała rękę blondyna. Włączyłem stoper. Para poszła do sypialni.Uważnie słuchaliśmy. Przez dwie minuty była głucha cisza , jednak po chwili usłyszeliśmy głośne jęki dziewczyny. Dziewczyny uśmiechnęły się , a ja z chłopakami wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Po kilku minutach weszli do salonu uśmiechnięci Ryan z potarganymi włosami i brunetka.
-I jak było? -zapytałem hamując śmiech.
-Jak w niebie – odpowiedzieli równocześnie.
-Czyli zadanie wykonane -uśmiechnęła się Jenn – teraz ja kręcę – powiedziała i zakręciła butelką.
Wypadło na mnie. Zacząłem się denerwować. W końcu tonie moja dziewczyna. Widziałem ostrzegające spojrzenie Chris'a .
-Spoko Chris nic jej nie zrobię- zaśmiałem się do niego i poszedłem z dziewczyną do pokoju obok.
*
-Too.. co robi...-nie zdążyłem zapytać , bo dziewczyna wpiła się w moje usta.Oderwałem się od niej – Co ty robisz? -patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
-Po pierwsze miało być przyjemnie , a po drugie Chris nie musi o tym wiedzieć prawda? - zapytała retorycznie.
-N-no t-tak – zacząłem się jąkać , bo nie wiedziałem co powiedzieć.
-No właśnie – ponownie wpiła się w moje usta.
Jęknąłem cicho gdy przejechała ręką po mojej męskości. O dziwo , nie protestowałem gdy zaczęła rozpinać mi spodnie. Wsunęła mi rękę w bokserki i zaczęła masować Jerry'ego. Zacząłem całować ją po szyi. Lekko zaniepokojony jej dalszymi działaniami spojrzałem na stoper i przeraziłem się. Zostało nam jeszcze tylko pół minuty. Pokazałem jej telefon , a ona westchnęła.
-Dokończymy kiedy indziej -szepnęła mi w usta zapinając mi spodnie .
Unormowałem oddech.
-Wiesz , że nie chce zdradzać moich przyjaciół?- zapytałem retorycznie
-Myślisz , że my tego nie robimy z innymi. Ja postanowiłam sprawdzić ciebie.O dziwo ,nie odsunąłeś się – uśmiechnęła się – Okej , jakby co to mówiłeś mi jak bardzo Chris mnie kocha , a ja że napewno znajdziesz sobie dziewczynę.
Ruszyła do drzwi , a ja za nią.
*
-I... co robiliście? -zapytał od razu Chris.
-Nic – wzruszyłem ramionami- rozmawialiśmy.
-Było przyjemnie? -spytała się Jas .
-Chyba tak – odpowiedziała Jenn.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Odebrałem go. To był Kevin.
-Halo? (...) O kurwa (...) Tak , już jedziemy.-sory dziewczyny , ale kończymy zabawę.
-Co się stało? - zapytał od razu Bruce.
-Emily ma się spotkać z Jason'em.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej ,mam nadzieję ,że podoba wam się mój blog. Sorki ,że ten rozdział taki krótki ,ale jakoś nie miałam weny :( i mam prośbę....napiszcie chociaż jakiś krótki komentarz, nawet buźka wystarczy. Po prostu jak nikt do tej pory nic nie napisał to myślę sobie ,że nikomu się nie podoba ,a przecież kilka osób to czyta nie? Po prostu tracę chęci i nie wiem czy kontynuować tego bloga :/

czwartek, 19 czerwca 2014

rozdział 9

Rozdział 9 - 
 " Siedem minut w niebie"
*oczami Amy *

-Hej – przywitał się – jestem Jason.
-Emily – podałam mu rękę , którą uścisnął.
-Wiem... To co, idziemy się uczyć?- zapytał.
-Jasne – uśmiechnęłam się.
Poszliśmy na górę. Dostawiłam drugie krzesło do biurka i usiedliśmy razem.
-To.. jesteś stąd?-zapytał.
-Nie. Jestem z Polski. Pewnie zauważyłeś , że nie mam "tego" akcentu?-zachichotałam.
-Tak- zawtórował mi- pokaż lepiej te zadania , bo nigdy nie zaczniemy.
Tak jak prosił podałam mu podręcznik i wyciągnęłam zeszyt. Przejrzał go dokładnie.
-Hmm.. powiedz mi czego nie rozumiesz – poprosił dalej oglądając książkę.
-Tak właściwie to... niczego – zawstydzona spuściłam wzrok.
-Hej , nie ma się czego wstydzić – uniósł mi kciukiem i palcem wskazującym brodę , tak abym na niego spojrzała- Nadrobimy to -puścił do mnie oczko.
Zarumieniłam się mocno. Jeszcze nigdy nie dostałam komplementu od chłopaka. To był wspaniały moment. Zawsze marzyłam , aby spotkać chłopaka , który mnie pokocha i będzie mnie komplementował.
-Słodko się rumienisz-powiedział mi na ucho.
-Wcale nie! -próbowałam się bronić , ale na daremno.
-Wcale , że tak..-zagruchotał.
Teraz spaliłam się ze wstydu. Walnęłam go książką i zaczęliśmy uczyć się tematu o procentach. Był w tym bardzo dobry.
*
Po dwóch godzinach nauki miałam już dość.
-Chcesz coś do picia?- zapytałam.
-Tak , poproszę.
Już miałam wstać ,kiedy złapał mnie za rękę.
-Czekaj. Mogę coś sprawdzić?- zapytał niepewnie.
-Chyba tak- odpowiedziałam tym samym tonem głosu.
Chłopak wstał i przybliżył nasze twarze.
-Zamknij oczy -poprosił.
-Jason ,ja...
-Po prostu je zamknij -powiedział , a ja spełniłam jego prośbę.
Po chwili poczułam jak musnął moje usta. Niepewnie odwzajemniłam pocałunek. Nigdy się nie całowałam , więc gdy chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze spanikowałam. Nie wiedziałam co robić.
-Coś nie tak?- zapytał szeptem.
-Ja..-zawahałam się – Ja po prostu nigdy się nie całowałam – przyznałam nieśmiało.
Chłopak zachichotał.
-Nie martw się. To nic trudnego. Po prostu rozchyl usta. Pokaże ci jak się to robi – szepnął, po czym znów mnie pocałował.
Zrobiłam to co mi doradził. Po chwili poczułam jego język na swoim podniebieniu. To było niesamowite uczucie. Po chwili zaczęłam robić to samo. Jason przeniósł swoje dłonie na moje pośladki. Nie chciałam , aby to zaszło za daleko , więc lekko się od niego odsunęłam i otworzyłam oczy. Chłopak uśmiechał się.
-To może ja pójdę po coś do picia – chłopak skinął głową.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pokoju. Uspokoiłam moje bijące serce. Weszłam do kuchni , nalałam nam do szklanek soku pomarańczowego i wróciłam do pokoju. Podeszłam do biurka i położyłam napełnione szklanki. Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-No kochani – to była moja mama – pora już chyba kończyć.
-Ma pani rację – powiedział Jason i wypił duszkiem cały sok – dziękuję – zwrócił się do mnie.
Oboje wstaliśmy i wyszliśmy w trójkę z mojego pokoju. Chłopak ubrał się.
-Do zobaczenia jutro – zwrócił się do mnie i mojej mamy. Wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-I jak było?- spytała podekscytowana mama.
-Dobrze. Naprawdę zna się na rzeczy z tą matmą... Wybacz mamo , ale jestem zmęczona – dałam mamie całusa w policzek i wróciłam na górę do swojego pokoju.
Dzisiejszy dzień był niesamowity , jednak obawiałam się jednego. Wyobrażałam sobie czuć motylki w brzuchu przy pierwszym pocałunku , a jednak dziś nie czułam nic. Może to co mówią inni to kłamstwa? A może to nie ten jedyny?

*oczami Justina*
Chyba przysnąłem , bo obudził mnie Bruce.
-Stary... obudź się. Widziano przed domem Emily Jason'a , brata Steven'a. Chris i Ryan obserwują ją razem z Kevin'em.
Wstałem jak poparzony i zacząłem się ubierać.
-Czemu mnie kurwa wcześniej nie obudziłeś?-warknąłem zaspanym jeszcze głosem.
-Spokojnie. Wszedł do jej domu , ale nie była sama. Póki co ,nic się nie dzieje , więc nie budziłem cię. Teraz on wyszedł jak gdyby nigdy nic i wszedł do domu naprzeciwko , który najwyraźniej kupił. Nie możemy go odwiedzić , bo zobaczyłaby nas cała dzielnica , a to jest za bardzo ryzykowne. Chciałem , abyś wiedział chociaż tyle. Jakby co Kevin do ciebie zadzwoni.
Kiwnąłem głową. Zeszliśmy razem na dół. Zbliżał się wieczór , więc pojechaliśmy we dwójkę do jakiejś knajpki. Zamówiliśmy jedzenie i spożyliśmy posiłki.
*
Następnego dnia rano zjadłem z chłopakami śniadanie. Wzięliśmy po piwie i usiedliśmy na kanapie. Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Kogoś zapraszaliście? -zapytałem chłopaków.
-Nie -powiedzieli równocześnie.
-Pójde otworzyć- powiedział Bruce.
Po minucie usłyszałem śmiechy. Już podejrzewałem kto przyszedł , więc uśmiechnąłem się szeroko. Miałem racje. W salonie pojawiły się Jasmine , blondynka , Sasha , brunetka i Jennifer , szatynka. Jas była dziewczyną Bruce'a , Sasha Ryan'a , a Jenn Chris'a. Ja nie mam dziewczyny... na razie.
-Cześć wam -przywitały się.
-Hej -przywitałem się , a one usiadły okrakiem na każdym z chłopaków i powitały się namiętnymi pocałunkami.
Przyznam. Byłem trochę zazdrosny , ale miałem nadzieje , że niedługo to uczucie zniknie.
-Co tu robicie dziewczyny? -zapytał Chris po skończonym pocałunku.
-Przyszliśmy się trochę zabawić .... razem- wszystkie spojrzały na mnie.
-Okej , okej -zaśmiałem się unosząc ręce w geście obronnym.
Zawsze gdy przychodziły do chłopaków ja wychodziłem. Czułem się nieswojo , być takim wyjątkiem.
-Tyle , że dziś zagramy w nową grę -odezwała się Jas.
Wszyscy zrobiliśmy zdziwione miny. Co takiego się stało?
-Jaką ? - zapytał niepewnie Chris.
-Siedem minut w niebie – zachichotała Sasha.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 8

Rozdział 8 - 
" Bo się nie opłaca"
*oczami Justina*

Obudziła mnie czyjaś rozmowa. Rozpoznałem po głosach , że rozmawiali Bruce z ... Emily ? Szybko wstałem , ubrałem spodnie i koszulkę oraz umyłem zęby. Zaraz po uczesaniu się , zszedłem na dół.
-Co tu robicie?- zapytałem się Bruce'a ,gdy wszedłem do salonu.
-Emily chce wracać do domu -odpowiedział ze zdenerwowaniem.
-Co? Ale jak to? Nie jesteś jeszcze w stanie iść i samodzielnie funkcjonować- zwróciłem się do Emily.
-Chciałem , żeby powiedziała coś o sobie , a ona powiedziała , że jeżeli obiecuje , że puszczę ją wolno to powie cokolwiek-powiedział brunet do mnie.
-Prawda- potwierdziła blondynka.
-Tak? A ty mi obiecałaś , że ze mną porozmawiasz , prawda? Chyba nie łamiesz obietnic?-spojrzałem na nią.
-Tak. Ale obiecałam ci pod warunkiem , że zostawisz mnie w spokoju- powiedziała z nutką irytacji w głosie.
-I?- zapytałem.
-I...?! - skrzyżowała ręce na piersiach – Jakoś wczoraj w łazience nie dałeś mi spokoju! -podniosła głos.
-Bo chciałaś się zabić! - też podniosłem ton głosu.
-Nie prawda! A teraz do widzenia- powiedziała i wybiegła z domu trzaskając drzwiami.
Wybiegłem za nią , ale nigdzie jej nie widziałem. Usłyszałem czyjeś głosy w krzakach.
-'''''Mamo... pro ... proszę przyjedź po... po mnie''''' – nie zrozumialem nic z jej wypowiedzi , ale usłyszałem jej drżący głos – '''''Nie wiem... chyba za centrum handlowym. (...) tak , druga w lewo (...) dobrze , będę czekać , pa''''' - chyba skończyła rozmowę.
Jaki to był język? Skąd ona pochodzi?
Nagle wybiegła z krzaków i zaczęła biec w stronę miasta. Chciałem do niej podbiec , ale ktoś złapał mnie za rękę i mocno pociągnął do tyłu. Gdy zobaczyłem Bruce'a i resztę chłopaków uspokoiłem się trochę.
-Czemu jej nie gonimy?-zapytałem zszokowany i zdenerwowany.
Chris tylko wskazał na jakieś auto ,do którego wsiada dziewczyna.
-Bo się nie opłaca – powiedział – poradzi sobie . Musi tylko się oszczędzać , a za tydzień będzie lepiej. Zleciłem Kevin'owi obserwowanie jej domu , a Nick'owi obserwowanie samej dziewczyny całe 24h na dobę przez tydzień. Jakby co , będziemy o tym wiedzieć pierwsi – zapewnił mnie.
Nic już nie powiedziałem tylko wróciłem z chłopakami do domu. Udałem się w stronę mojego pokoju i wszedlem do łazienki. Nie powiem , tęsknie za nią. Gdy jest przy mnie czuję się lepiej. Nie mam powodów do zmartwień. Wiem , że mogę jej zapewnić ochronę i czuję się w pewnym sensie za nią odpowiedzialny. ....Chyba się zakochałem... Tak , to jest już pewne. Bo jeżeli to nie miłość ,to co ?
Ściągnąłem z siebie ciuchy i brudne bokserki. Wszedłem do kabiny i puściłem gorącą wodę z prysznica. Namydliłem się i spłukałem. Nawet moje mięśnie się do końca nie rozluźniły. Wyszedłem z kabiny i wytarłem się białym ręcznikiem. Ubrałem czyste bokserki i ciuchy , które miałem na sobie całe 15 min. dzisiaj rano. Włączyłem muzykę w pokoju i położyłem się na łóżku. Zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się w rytm muzyki. Powoli odprężałem się z natłoku tych myśli.

*oczami Amy*

Gdy wybiegłam z domu skierowałam się w stronę krzaków. Będąc w nich wyciągnęłam z tylnich kieszeni moich spodni telefon. Zadzwoniłam do mamy.
-'''''No w końcu! Jak się czujesz , lepiej?'''''- zdziwiło mnie to pytanie , więc tylko odpowiedziałam.
-'''''Tak , już lepiej. Przyjedziesz po mnie?'''''-zapytałam.
-'''''Oczywiście tylko gdzie?'''''
-'''''Za centrum pierwsza w lewo. Czekam. Pa'''''- rozłączyłam się.
Z zaciekawieniem weszłam w wiadomości wysłane do mamy. Zobaczyłam tam sms-y.

#ja#
***Mamo jestem chora i źle się czuję. Jestem u koleżanki , więc zostanę u niej na kilka dni na noc. Poznam ją lepiej i może zostanie moją nową przyjaciółką XD. Ciuchy mam , nie ma jej rodziców , więc tym lepiej. Jedzenie mamy. Zaraz rozładuje mi się telefon , więc nie będę mogła naładować telefonu póki nie kupię nowej ładowarki. Kasę też mam. Całuję.***

#mama#
***Dobrze XD***

Od razu wszystko zrozumiałam. Wybiegłam z krzaków , bo zobaczyłam nadjeżdżający samochód mojej mamy. Grymas na twarzy zamieniłam na uśmiech. Wsiadłam do samochodu i przywitałam się.
-'''''Jak było?'''''-zapytała mama.
-'''''Było super! - powiedziałam z entuzjazmem – '''''Zjadłyśmy naleśniki, od których było mi potem nie dobrze , a Julia zaproponowała mi ... - zaczęłam opowiadać mamie te kilka dni , bo wiedziałam , że będzie pytać o każdy szczegół. Chciałam tylko jak najszybciej o tym zapomnieć i wrócić do domu. Gdy skończyłam ,mama ściszyła muzykę.
-'''''Mam dla ciebie dobrą wiadomość!''''' - powiedziała rozbawiona – '''''Dowiedziałam się wczoraj , że naprzeciwko nas mieszka przystojny chłopak. Pogadałam trochę z nim i okazało się , że jest tylko o 3 lata starszy od ciebie. Zdziwiło mnie też trochę , że chce w przyszłości uczyć matematyki. Powiedziałam mu , że ty nie radzisz sobie z nią , a on zaproponował ci korepetycje! Zgodziłam się pod warunkiem , że będą one u nas w domu. Będziesz się z nim spotykać codziennie po dwie godziny , a w roku szkolnym tylko w weekendy! Co ty na to ?'''''
-'''''Co?!'''''- pisnęłam, uradowana. Od zawsze uwielbiałam chłopców , a mama o tym doskonale wiedziała. Byłam zachwycona – '''''kiedy zaczynamy?'''''
-'''''Dzisiaj !'''''- zagruchotała mama – '''''Ale spokojnie '''''– zauważyła moje otwarte usta – ''''''Dopiero za dwie godziny. Powiedziałam mu , że jakbyś dziś się nie pojawiła to jutro'''''- odetchnęłam z ulgą.
Muszę zdążyć się wykąpać , uczesać , umalować i coś zjeść. Myślę , że zdążę.
*
Gdy wbiegłam do domu od razu zajrzałam do szafy. Wybrałam ciuchy i wzięłam ciepłą kąpiel. Ubrałam się i pomalowałam.




Zeszłam na dół i zjadłam kanapki. Ból nadal mnie prześladował ,ale byłam w stanie normalnie chodzić. Wróciłam na górę po to , aby umyć zęby. Gdy skończyłam, mama zawołała mnie na dół. Zeszłam , a w progu stał przystojny chłopak z czarnymi włosami. Był szczupły i wysoki. Od razu mi się spodobał. Może i jestem głupia. W końcu go nie znam , ale spokojnie to nie miłość. Po prostu jest przystojny.





sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 7

Rozdział 7 - 
 " Nigdy wam tego nie powiem"
*oczami Amy*

Gdy namydliłam się mydłem kakaowym , spłukałam pianę z włosów i ciała. Wyszłam z kabiny i owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam niepewnie w lustro. Mimo , że przestałam krwawić , wyglądałam okropnie. Wszędzie miałam siniaki. Wszystkie moje blizny były lekko czerwone. Nie zniosłam swojego wyglądu. Czułam się brudna , naruszona i...po prostu dotknięta.W jednym momencie przypomniały mi się wszystkie chwile z przeszłości...
Pod wpływem tak dużej ilości złych myśli nie wytrzymałam. Znalazłam w szafce apteczkę i ją otworzyłam. Uff... na szczęście są tu. Żyletki i bandaże. Schowałam kilka ostrych narzędzi do kieszeni spodni , a jedną z nich wzięłam do ręki. Zrobiłam sobie trzy cięcia. Owszem , czułam ból , ale wolę ból fizyczny niż psychiczny.
Gdy zobaczyłam , że moja krew ubrudziła całą umywalkę , podłożyłam ręke pod strumień zimnej wody. Cicho syknęłam. Obmyłam ranę i owinęłam ręke bandażem. Umyłam dokładnie zlew i ubrałam się w granatowe rurki oraz różową bokserkę w serek. Aby zakryć czymś ramiona , sięgnęłam po bluzę czyjegoś chłopaka wiszącą na wieszaku. Wyszłam z łazienki i postanowiłam pogadać z chłopcami. Schodząc po schodach zaciągnęłam mocniej rękaw bluzy na nadgarstek. Ból brzucha lekko ustał , lecz nadal go odczuwałam.
Gdy pojawiłam się w salonie nikt mnie nie zauważył , więc cicho odchrząknęłam.Wszystkie twarze zostały zwrócone w moją stronę. Po chwili chłopaki ciepło się do mnie uśmiechnęli.
-Chciałabym , abyście teraz wytłumaczyli mi od początku , co ja tu robię -powiedziałam pewnie. Z mokrych włosów kapały mi na szyję kropelki wody.
-Okej , ale jeżeli później ty opowiesz nam trochę o sobie. Co ty na to?- zapytał się mnie Ryan.
Kiwnęłam głową i usiadłam na przeciwko nich na fotelu.
-No więc... wszystko od początku , hmmm? -powiedział Justin – osoba , która cię porwała nazywa się Steven Mac'can. Jest przywódcą innego gangu , który wkroczył na nasz teren. Porywa , gwałci i zabija dziewczyny takie jak ty , które błąkają się po ulicach Chicago. Ostatnio zabił kolejną ....
-Wiem-powiedziałam cicho.
Cała czwórka popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Jak to?-zapytał z niepewnością Chris.
-Widziałam jak ...- przełknęłam głośno ślinę i powstrzymałam chęć rozpłakania się – jak atakują dziewczynę. Próbowała się bronić , ale oni byli silniejsi. Postrzelili ją , a ja głośno krzyknęłam. Bez zastanowienia zaczęłam uciekać – mówiłam coraz szybciej – zauważyli mnie i zaczęli gonić , a ... a resztę już znacie... Porwali mnie , ale nie zgwałcili ... w pewnym sensie. Nie zdążyli, bo ktoś do niego zadzwonił i powiedział , że mnie szukacie. Zdążył tylko...-zatrzymałam się.
-Tylko co?-spytał cicho Ryan.
Nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Podkuliłam nogi i zaczęłam szlochać mając głowę na kolanach.
-Cii... uspokój się. Nie musisz nam teraz mówić-zapewnił mnie.
-Nigdy wam tego nie powiem-szepnęłam.
-Czemu? -zapytał ze zdziwieniem blondyn.
-Bo mi zabronili -szepnęłam , dławiąc się swoimi łzami.
-Co ci zrobią jak nam powiesz?
Nie mogłam z nimi dłużej rozmawiać. Nie wytrzymałam. Wybiegłam z salonu , wbiegłam po schodach i wbiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz. Słyszałam za sobą krzyki i uderzenia w drzwi.
-Emily! Otwórz te drzwi! -słyszałam głos Ryan'a.
Usiadłam pod drzwiami cały czas płacząc.
-Nie rób nic głupiego. Wyjdź , porozmawiamy na spokojnie-mówił już ciszej.
To o czym mi przypomnieli było nie do wytrzymania. Wstałam i wyciągnęłam żyletkę . Drżącą ręką zrobiłam pierwsze nacięcie. Zanim jednak zrobiłam drugie, usłyszałam huk. Drzwi wyleciały z framug. W nich stali Ryan i wkurzony Justin. Podbiegł do mnie , zabrał mi żyletke z ręki i złapał za nadgarstek , który w tym czasie zdążyłam owinąć bandażem.
-Po co sobie to robisz , hmm?!-spytał Justin – po co ?- spytał już ciszej po czym mocno mnie w siebie wtulił. Spanikowałam. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać , ale był o wiele silniejszy ode mnie. Po kilku minutach , zmęczona ,po prostu zasnęłam w jego ramionach.

*oczami Justina*
Po chwili poczułem jak bezwładnie na mnie upada. Chyba zasnęła. Miałem łzy w oczach. Umywalka była cała zakrwawiona jak i jej bandaż. Chris tylko odwrócił wzrok gdy odwinąłem nadgarstek i zobaczyłem więcej cięć. Wiedziałem co to oznacza.
-Ma ich więcej ,prawda?-zapytałem drżącym głosem.
-Tak. Na udach , brzuchu , ramionach i nadgarstkach. Nie chciałem ci mówić , bo byś ją dopytywał. Widocznie coś działo się w jej życiu , a ona nie jest jeszcze gotowa , aby o tym mówić.
-Ale co jeszcze mogło się jej stać , że się cieła? - zapytałem.
-Nie wiem. Chodź, położymy ją do łóżka. Jak się obudzi to spytamy się jej. Opowie nam trochę o sobie. W końcu obiecała.
Kiwnąłem głową i wyszedłem z łazienki. Nawet zakrwawiona i załzawiona była piękna. Zastanawiałem się , że skoro jej nie zgwałcili "w pewnym sensie " to co jej zrobili? Muszę się tego dowiedzieć. Położyłem ją na łóżku Ryan'a i zacząłem rozbierać.
-Justin... - odezwał się niepewnie Ryan - Ja to zrobię. Te rany były dla mnie wielkim szokiem. Myślę , że byś tego nie wytrzymał.
Opierałem się , ale w końcu uległem i ruszyłem do pokoju z wolnym łóżkiem. Poszedłem do łazienki. Zdjąłem ciuchy wraz z bokserkami i wszedłem pod strumień gorącej wody. Moje mięśnie rozluźniły się. Co się ze mną dzieje? Dawniej oddałbym dziewczynę Ryan'owi i dalej żył swoim życiem. Czy ja się , aby nie zakochałem... Nie. Tego nie można nazwać miłością. Raczej polubieniem... , no dobra , zauroczeniem , ale tylko tyle. Nic więcej... Chyba...

Rozdział 6

Rozdział 6 - 
 "Tak poza tym , jestem Justin"
*oczami Amy*

Obudziłam się z koszmarnym bólem brzucha. Otworzyłam oczy. Chciałam przełknąć ślinę ,ale poczułam pieczenie w garde , które uniemożliwiło mi to. Zaczęłam kaszleć. Gdy zobaczyłam krew na koszulce przeraziłam się. Co się ze mną dzieje? Nie wiedziałam gdzie jestem. Znów znalazłam się w obcym miejscu. Zobaczyłam przerażone twarze czterech chłopaków. W tym szatyna , z tego co pamiętam miał na imię Justin. Moje źrenice rozszerzyły się jeszcze bardziej. Zauważyłam , że jestem w samej bieliźnie , a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
-Cii.. nie płacz. Jak się czujesz?-spytał szatyn.
Nie odpowiedziałam . Jedyne co zrobiłam ,to przykryłam się kocem , na którym leżałam.
-Nie bój się nas. Nic ci nie zrobimy-powiedział jakiś brunet. Nie wiem dlaczego mówili tak cicho , jakby się czegoś bali.
W tym momencie podszedł do mnie powoli jakiś blondyn. Był dość przystojny. Wogóle o czym ja myślę?? Nieważne.
Szybko się od niego odsunęłam. Skrzywiłam się przy tym i złapałam się za bolący brzuch.
-Boli?
Kiwnęłam tylko niepewnie głową.
-Jestem Ryan. Jeżeli pozwolisz mi podejść , pomogę ci z bólem. Jestem lekarzem , ale muszę z tobą najpierw porozmawiać i cię zbadać.
Pokiwałam przecząco głową i odsunęłam się na skraj .... stołu?? co ja tu robię? Zgwałcili mnie? Ja pierdolę , najpierw mówią , że jestem tu bezpieczna , a później budzę się na stole w samej bieliźnie z bólami brzucha. Zaufać im? ... Nie.
-A porozmawiasz ze mną jeżeli oni wyjdą ?- zapytał cicho Ryan.
Chwile się zastanowiłam. Spojrzałam na chłopaków. Ich miny wyrażały tylko zmieszanie , pewnie jak i moja. Niepewnie się zgodziłam.
-Tak- szepnęłam cicho ochrypłym głosem.
Cała trójka wyszła szybko z pokoju nic nie mówiąc.
Podszedł do małego stoliczka i wręczył mi herbatę. Popatrzyłam na nią z niepewną miną.
-Spokojnie. To tylko ziołowa herbata-zapewnił mnie.
Wzięłam pierwszy łyk. Rzeczywiście smakowała jak herbata.
-Dziękuje- szepnęłam.
-Mogę usiąść obok ciebie?-zapytał.
-Tak – ledwie co wymówiłam to słowo , bo bolało mnie gardło.
Usiadł koło mnie dość blisko.
-Nic nie mów. Będę zadawał ci pytania , a ty będziesz jedynie potwierdzać lub zaprzeczać ruchami głowy , okej?
Kiwnęłam głową.
-Okej. Pierwsze pytanie. Jak bardzo w skali do pięciu boli cię brzuch?
Pokazałam mu dziesięć palców.
-To nie dobrze ...- wyglądał na mocno zmartwionego- czy .... , hmm.... , powiem wprost. Czy ktoś cię zgwałcił?- zapytał niepewnie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Pokazałam mu ramiączko od stanika , a pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Nie , nie , nie ... !!!-zaprzeczył szybko i głośno , tak , że chciałam się jeszcze przesunąć , ale upadłam na podłogę. Byłam w szoku.
Chciał pomóc mi wstać , ale odmówiłam pomocy i skuliłam się w koncie , cicho szlochając. To nie tak. Nie jestem jakąś mazgają , ale zrozumcie mnie. Byłam w szoku i wszystko mnie bolało.
-Cii... przepraszam. Chodziło mi o to , że cię nie zgwałciliśmy. Mam na myśli , czy człowiek , który cię porwał coś ci zrobił?
Wszystkie wspomnienia stamtąd wróciły do mnie. Ból na nadgarstkach i policzkach. To , jak był we mnie i jak krzyczał... Rozpłakałam się mocniej i potwierdziłam jedynie głową.
-Zgwałcił?
Zawahałam się na chwile. Czy to co mi zrobił można nazwać gwałtem. Trochę się speszyłam i zaprzeczyłam głową.
-Bił?-zapytał niepewnie.
Od razu potwierdziłam.
-Mogłem się domyślić – westchnął – czy coś ci mówił? Dlaczego cię porwał?
Najpierw potwierdziłam , a później zaprzeczyłam.
-Dobrze , opowiesz mi później jak odzyskasz głos , okej?
Potwierdziłam kiwnięciem głowy.
-Siostra Justina przyniosła ci trochę ciuchów i kosmetyków , więc pójdź się wykapać. Pomóc ci tam dojść? Jest naprzeciwko tego pokoju.
Zaprzeczyłam i cicho podziękowałam. Wstałam powoli i cicho syknęłam. Ruszyłam wolnym krokiem do łazienki. Ryan cały czas obserwował moje ruchy. Był skupiony tak ,że w każdej chwili mógłby do mnie podbiec i złapać , gdybym upadła.
*
Gdy weszłam do łazienki zobaczyłam Justina kładącego ciuchy na pralce. Nawet nie wiem dlaczego się przestraszyłam. Łzy niekontrolowanie zaczęły spływać po moich policzkach. Justin odwrócił się do mnie z zaskoczeniem , a później z bólem w oczach , gdy zobaczył w jakim jestem stanie. Myślałam , że chce do mnie podejść , więc szybko odsunęłam się krok w bok.
-Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię. Zobacz. Podaj mi na chwilę rękę.
Wyciągnął ją do mnie.
-Nie!- krzyknęłam zapłakana i cofnęłam się w róg pomieszczenia.
-Proszę- szepnął.
Zaprzeczyłam głową i otarłam oczy rękawem.
-Dobrze , ale później chciałbym z tobą porozmawiać. Trochę lepiej cię poznać. Co ty na to?
Kiwnęłam niepewnie głową na znak , że się zgadzam.
-Tak poza tym , jestem Justin- powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
Zamknęłam drzwi na klucz. Rozebrałam się nawet nie zaglądając w lustro , bojąc się co moge tam ujrzeć. I tak wiem ,że jestem cała poobijana , w siniakach itp. Byłam przerażona , gdy zobaczyłam krew między nogami. Powoli weszłam do kabiny i włączyłam prysznic.Powoli rozluźniałam się pod wpływem ciepłej cieczy spływającej po moim ciele.

*Oczami Justina*
Byłem smutny. To jak na mnie spojrzała i jak się mnie przeraziła zabolało. Chciałem ją przytulić ..., pocałować namiętnie .... czekaj, czekaj. Co ja powiedziałem? Justin , uspokój się. To tylko sexy dziewczyna w twoim wieku , tyle że po gwałcie. Ugh.. moje hormony są tak trudne do opanowania... Dobra , nieważne , cofam to. Chciałem , żeby dała mi tę rękę. Żeby jak położę ją na jej ramie , nie przestraszyła się.
-I co ?- z rozmyślań wyrwał mnie Bruce.
-Spotkałem ją . Przeraziła się mnie i zaczęła płakać. Chciałem z nią porozmawiać , ale odmówiła. Zgodziła się , że później ją trochę poznam.
-To dziwne...- w tej chwili do pokoju wszedł Ryan – ledwo co ze mną chciała pogadać. W ogóle ,jest to silna dziewczyna. Nie chciała pomocy w pójściu do łazienki , odezwała się.To cud , że jeszcze się nie zabiła..
-Zawsze może to zrobić teraz- mruknął Chris
-Dlatego trzeba ją kontrolować. Zagadywać i zajmować czymś , aby o tym nie myślała. Póki co lek działa i chyba pomaga , ale niedługo może się skończyć , a drugiej dawki nie kupimy. Miejmy nadzieję , że to pomoże. Jak na razie dała mi się do siebie zbliżyć na odległość dwóch metrów. Zawsze coś.
-Farciarz-powiedziałem nieświadomie.
-Co ty powiedziałeś?- zapytał Chris.
-Co ? Nic- mruknąłem szybko.
-Czyżby nasz twardziel , Bieber , się zakochał? Aww... - uśmiechnął się znacząco.
-Nie prawda – cicho warknąłem , wstałem i ruszyłem w stronę kuchni.
-Taa... jasne – usłyszałem jeszcze za sobą.
*
Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem puszkę piwa. Po chwili dołączył do mnie Ryan.
-Tylko nic nie mów-mruknąłem i wziąłem łyk orzeźwiającego napoju.
-Chciałem cię tylko ostrzec. Nie mam nic przeciwko temu , że to ta jedyna , ale poczekaj chwilę. Jeżeli zrobisz jakiś ruch zanim ci zaufa to po tobie , a może nawet i po niej. Może tego nie znieść i...
-Okej , zrozumiałem- przerwałem mu trochę podnosząc swój ton głosu- ... dzięki – dodałem po chwili.
-Spoko. Wiesz , że zawsze możesz ze mną pogadać? Nawet o dziewczynach- zaśmiał się.
Zawtórowałem mu.
-Tak wiem- odpowiedziałem szczerze.

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 5

Rozdział 5 - 
 "My nigdy nie przegrywamy"
*oczami Justina*

Boże , co ona sobie myśli! Owszem , może troche mnie poniosło , ale powinna nam być wdzięczna.W końcu uratowaliśmy jej życie. Gdy znów zaczęła płakać zrobiło mi się jej szkoda. Widocznie ją to zabolało , a tak nie miało być.Chciałem , aby tylko sobie uświadomiła jak dużo dla niej zrobiliśmy.
-Justin! Ona się ciebie w ten sposób jeszcze bardziej boi, nie rozumiesz tego?-zapytał się Chris.
-Właśnie , powinieneś dać jej poczucie bezpieczeństwa , a nie...-nie usłyszałem co miał do powiedzenie Bruce , bo wybiegłem przed dom.
Usiadłem na ganku i pociągnąłem mocno za końcówki swoich włosów , w celu uspokojenia się. Cały czas słyszałem krzyki , ale nie reagowałem. Po chwili przybiegł do mnie Chris.
-Czy ty kurwa nie słyszysz?!-krzyknął mi do ucha.
-Chciałem być tylko sam-dodałem cicho i zamknąłem oczy.
-Ta dziewczyna zaczęła kaszleć krwią , a teraz zemdlała ! Jest nieprzytomna , więc chodź pomóc!
Momentalnie podniosłem się i pobiegłem do salonu. Zobaczyłem ją w kałuży krwi i pochylonego nad nią Bruce'a.
-Zabieramy ją do szpitala-powiedział brunet.
-Nie-powiedziałem szybko-skoro panicznie boi się szpitala to zabierzmy ją do Ryan'a. Nie chce afery jak się obudzi.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Wziąłem blondynkę na ręce i szedłem w stronę samochodu, a chłopaki za mną. Ułożyłem ją na tylnim siedzeniu obok Chrisa , a sam usiadłem od strony pasażera obok Bruce'a. Ryan był naszym "lekarzem". Zawsze gdy mieliśmy rany po jakiś akcjach on nam je opatrywał. Może i nie chodził w kitlu , ale był dość mądry i mógłby pracować w szpitale , gdyby nie jego przeszłość kryminalna.
Po 15 minutach byliśmy pod jego domem. Dziewczyna była bardzo blada , więc jak najszybciej wyciągnąłem ją delikatnie z auta i ruszyłem w stronę drzwi. Bez pukania wszedłem i zobaczyłem go siedzącego z piwem na kanapie.
-Ryan , mamy tu dziewczynę , około 16-tu lat. Chyba została zgwałcona. Pół godziny temu zaczęła pluć krwią i zemdlała.
Bez słowa wstał i poszedł do jednego z "medycznych" pokoi. Umył szybko ręce i wziął wszystkie przybory.
-Połóżcie ją na stole-gdy to zrobiliśmy zaczął ją badać-Cholera!!-warknął i podszedł do półki z lekami.
-Co się stało?-zapytałem go.
-Została tak jakby otruta. Ma zaczerwienione oczy i krew w ustach , co oznacza o małym krwawieniu wewnętrznym. Wstrzyknięto jej mocny narkotyk do organizmu. Osoby , które go spożyją są słabsze i nie mają siły nawet się obronić. Są dwie opcje: zazwyczaj stosują go osoby , które chcą kogoś zgwałcić , ale nie zabić. Tak , aby one to pamiętały i czuły ten ból. Ofiary nie wytrzymują i zazwyczaj dość szybko popełniają samobójstwo , tak , że nawet nie zdążą zawiadomić policji zanim zorientują się co działo się wcześniej. Gwałciciel ma z tego wielki pożytek i tak jakby satysfakcję. Druga opcja to odrzucenie. Gdy osoba zostaje odtrącona podaje się narkotyk. Skutki są takie same , tyle , że przy odpowiedniej dawce , ofiary myślą , że ból minie po ponownym stosunku. Chcą więcej , a dawcy narkotyku się to podoba. U niej istnieje raczej ta pierwsza opcja. Czy chciała się zabić?
-Chyba nie-odpowiedziałem załamanym głosem-wiemy chociaż tyle , że musiała coś wcześniej zrobić Steven'owi , bo inaczej dałby jej mniejszą dawkę.
-A więc to Steven ? Mogłem się domyślić.-warknął wkurzony.
W tym momencie dostałem sms-a od nieznanego mi numeru.

#prywatny#
To jeszcze nie koniec ,rozumiesz?

#ja#
Kto to?

#prywatny#
Zobaczysz , jeszcze ją dostaniemy.
My NIGDY nie przegrywamy.

Wszystko się we mnie zagotowało. Pokazałem go chłopakom i zadzwoniłem do Kevin'a , naszego informatyka.
-Siema Kevin. Musisz mi pomóc namierzyć jeden numer. (...) Sprawdź ostatniego sms-a wysłanego do mnie. (...) Tak ,jest prywatny. Dasz rade? (...) Ok. Czekam , siema.-rozłączyłem się- Kevin nam go namierzy , a Nick go będzie śledził , więc jak coś to mamy go na muszce- powiedziałem do chłopaków.
-Kiedy się obudzi?-zapytał się Bruce.
-Oby jak najpóźniej , chociaż jak widzę po drganiach powiek to za jakąś godzinę. Będzie miała ostre bóle brzucha. Dam jej specjalne zioła , ale nie wiem ile tak wytrzyma. Potrzebujemy jednego lekarstwa. Pójdę go zaraz zrobić , a wy tu zostańcie. Gdy się obudzi będzie w szoku. Nie róbcie gwałtownych ruchów i pod żadnym pozorem jej nie dotykajcie -powiedział Ryan dając nam do zrozumienia , że nie żartuje.
-Czemu mamy jej nie dotykać ?-zapytałem.
-Jest rozpalona i gdy poczuje wasze zimne łapska przerazi się. Poza tym jeżeli została zgwałcona to na sam mały kroczek w jej stronę może zacząć krzyczeć , a tego nie chcemy , prawda? I nie zdziwcie się zbytnio , gdy będzie się bała WSZYSTKIEGO , bo jest w szoku , okej?
Zgodnie pokiwaliśmy głowami.

Rozdział 4

Rozdział 4 - 
"Nieznajomy"
*oczami Amy*

Obudziłam się cała mokra i z mokrymi policzkami.Śnił mi się koszmar , w którym mnie porwano i prawie zgwałcono. Jeszcze nigdy nie śniło mi się takie coś. Dziwne. Nie miałam siły otworzyć oczu , więc jedynie wtuliłam się mocniej w poduszkę. Gdy poczułam męskie perfumy szybko podniosłam się do pionu i uchyliłam lekko powieki. Poczułam ból w podbrzuszu, więc złapałam się za brzuch i jęknęłam. Otworzyłam szerzej moje zaspane oczy i zorientowałam się , że nie jestem w swoim pokoju. W tym momencie wróciły mi urywki z wczorajszej nocy. A jednak to nie był zwykły koszmar. Zaczęłam panikować.
Łzy zaczęły gromadzić mi się w oczach , gdy nagle drzwi od pokoju się otworzyły. Stał w nich nieznajomy szatyn ubrany w czarno-granatową skórzaną kurtkę i luźne spodnie . Grzywkę miał podniesioną do góry , a oczy brązowe jak czekolada. Można by się w nich utopić i być szczęśliwym , ale w tym momencie przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam i wszystkie wcześniejsze uczucia powróciły.
Chciałam wstać , ale ostry ból , który mnie przeszedł uniemożliwił mi to. Upadłam na podłogę. Chłopak podbiegł do mnie i chciał mi pomóc wstać.
-Zostaw mnie !- krzyknęłam i poczułam jak kropelki łez spływają mi po policzkach.Ja się nie bałam , ja byłam przerażona.
-Cii..Uspokój się...-chciał mnie podnieść , ale odepchnęłam go resztkami sił i rozpłakałam się.Chłopak tylko uniósł ręce w poddającym się geście.
-Ok. Wiedz tylko , że tu jesteś bezpieczna. Chcesz coś pić , albo jeść?-spytał się mnie , a ja zaprzeczyłam ruchem głowy.
Próbowałam ponownie wstać , ale znów poczułem ten ostry ból , więc jedynie skuliłam się na podłodze i zaczęłam cicho szlochać. Spojrzałam na niego i dałam mu do zrozumienia , żeby dał mi spokój.

*oczami Justina*

Chciałem do niej podbiec , ale gdy zobaczyłem to przerażenie w jej oczach , odpuściłem sobie.
Wyszedłem z pokoju i schodząc po schodach skierowałem się do salonu gdzie czekała na mnie reszta chłopaków.
-I co?-zapytał Chris- Chce coś do żarcia?
-Nie , ona musi odpocząć. Nasze przypuszczenia są chyba trafne. On musiał ją zgwałcić , bo jak wytłumaczyć ten strach w oczach?
-Wiesz , każdy na jej miejscu byłby przerażony-odezwał się Bruce.
-Masz racje , ale jest coś jeszcze. Kiedy chciała wstać to złapała się za brzuch i upadła. Nie potrafi sama ustać na nogach.
-Mam nadzieje , że jej pomogłeś?-zapytał Chris.
-Chciałem , ale tylko krzyknęła i kazała mi odejść . Boi się mnie jak ognia-odpowiedziałem szybko.
-Czyli nie uratowaliśmy jej od gwałtu...-westchnął Bruce.
-Najważniejsze , że żyje- przerwałem brunetowi-Trzeba ją tylko uspokoić , przekonać , że z nami jest bezpieczna. Nie może tak wrócić do domu. Poza tym jest tu chyba nowa , bo ma jakiś dziwny akcent.
-A co z jej rodzicami ? Na pewno zawiadomili już policję o jej zniknięciu-powiedział Chris.
-Wezmę jej telefon i wyślę wiadomość do jej mamy , że źle się czuje i zostanie u koleżanki ze szkoły na kilka dni na noc. Później wymyślimy coś innego-zaproponowałem-To trochę potrwa zanim sie uspokoi . Pogadam z nią jutro o tym co się stało wcześniej w tym magazynie. Może zna powód dla którego ją zabrali. Gdyby chcieli tylko sexu to już dawno by nie żyła.
Wszyscy kiwnęli twierdząco głową. Odszedłem w stronę kuchni i otworzyłem lodówkę. Wyciągnąłem z niej piwo i usiadłem koło Chrisa na kanapie. Oglądaliśmy film.

*oczami Amy*

Gdy Szatyn wyszedł , podniosłam się i ignorując ból ,opadłam na łóżko.Poszukałam wzrokiem torebki , ale nigdzie jej nie było. Zastanawiałam się czy naprawdę jestem tutaj bezpieczna. W końcu oni uratowali mnie i póki co nic mi nie zrobili.Chociaż zawsze mogą przyjść wieczorem jak im się zechce sexu z bezbronną dziewczyną. Nie mogę ryzykować . Muszę się stąd wydostać. Słońce zachodzi , więc musiałam przespać cały dzień. Okna nie ma , a nie słyszałam , żeby chłopak zamykał drzwi.
Powoli wstałam i powstrzymałam się przed kolejnym upadkiem. Zajrzałam za drzwi i upewniłam się , że nikogo nie ma w pobliżu.
-Kurwa -zaklęłam nieświadomie pod nosem gdy zobaczyłam długie i strome schody w dół. Nie wiem czy dam rade po nich zejść , ale warto spróbować. Na szczęście odgłosy słychać było po mojej prawej stronie , a musiałam iść w lewo do korytarza. Zapewne prowadzi on do wyjścia. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Schodziłam stawiając każdy krok powoli. Ból był niewiarygodnie silny , a powinien już trochę ustąpić. Gdy zostały mi 3 schodki do przejścia poczułam jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch. Krzyknęłam nieświadoma tego , że mnie usłyszeli. Nogi same się pode mną ugieły i spadłam ze schodów. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Usłyszałam za sobą krzyki.
-Kurwa!!-wydarł się jakiś nieznany mi głos. Poczułam parę umięśnionych rąk , które chcą mnie podnieść. Gdy tylko się lekko wyprostowałam, ból nasilił się.
-Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie !- wydarłam się na całe mieszkanie.
-Spokojnie chce ci tylko pomóc ...
-Nie!!- przerwałam mu.Szarpałam się , ale mocno mnie trzymał- To boli!! -nawet nie widziałam tej osoby , bo miałam za bardzo zamglony wzrok i spuchnięte od płaczu oczy. Gdy tylko to wykrzyczałam , puścił mnie i ponownie skuliłam się , odsuwając się od niego lekko.
-Ja pierdole , chyba trzeba ją zabrać do szpitala-usłyszałam za sobą inny ,nowy głos.
-Nie!!-krzyknęłam- proszę , wszędzie tylko nie tam-dodałam już ciszej. Zamknęłam oczy i jeszcze mocniej o ile to możliwe rozpłakałam się.
Od dziecka nienawidziłam szpitali. Na sam widok igły mdlałam , a krwi wymiotowałam. Rodzice nie pobierali mi krwi , chyba że spałam. Nawet zwalniali mnie z zajęć techniki , kiedy mieliśmy coś szyć.
-Masz rację-odpowiedział mu jakiś mężczyzna.
-Nigdzie nie idę-powiedziałam stanowczo i odsunęłam się kawałek.
-Masz rację. Nigdzie sama nie pójdziesz. Ja cię zaniosę-rozpoznałam głos szatyna. Czułam w jego głosie nutkę strachu....albo mi się tylko wydawało.
-Nie-zaprzeczyłam od razu , już bardziej stanowczym tonem głosu.
-Nie masz wyboru. Bruce , przynieś koc , a ty Chris idź odpalić samochód-powiedział kolejno do bruneta i blondyna.
*
Musiałam szybko coś wymyślić , tylko co? Nagle wpadłam na genialny pomysł i uśmiechnęłam się pod nosem. Powoli usiadłam i powiedziałam:
-Jeżeli mnie tam zawieziecie , powiem , że mnie zgwałciliście i to wszystko to wasza zasługa.
Momentalnie cała trójka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła się w moją stronę.
-Ty se chyba kurwa żartujesz?-zapytał szatyn- Nie dość , że ratujemy ci dupę , chcemy ci pomóc wioząc cię do szpitala , to jeszcze chcesz nas oskarżyć o coś czego nie zrobiliśmy?!-wydarł się.
-Justin , uspokój się , ona tylko się ...
-A skąd mam wiedzieć , że tego nie zrobiliście ?!- przerwałam z tego co pamiętam Chris'owi- w końcu przespałam cały dzień i obudziłam się z ostrym bólem brzucha!-wydarłam się na Justina.
-Ty niczego nie pamiętasz?! Porwał cię jeden z gwałcicieli panujących w tym mieście!Prawdopodobnie to on cię zgwałcił! Wykorzystał cię , choć nie wiem dlaczego nie zabił! Byłaś dla niego zwykła suką i dziwką, która kiedyś mu coś zrobiła , a teraz jest w jego zasięgu!
W tym momencie wybuchnęłam głośnym płaczem. Puściłam wodze moim nerwom. Chowając głowę między skulone kolana , cały czas kiwałam przecząco głową. W pewnym momencie nie wytrzymałam i wydarłam się z powodu ogromnego bólu. Zaczęłam kaszleć.Jedyne co jeszcze pamiętam , to para rąk obejmująca mnie i krzyki. Później zapadłam w głęboki sen...