Rozdział 6 -
"Tak
poza tym , jestem Justin"
*oczami Amy*
Obudziłam się z koszmarnym bólem brzucha. Otworzyłam oczy.
Chciałam przełknąć ślinę ,ale poczułam pieczenie w garde ,
które uniemożliwiło mi to. Zaczęłam kaszleć. Gdy zobaczyłam
krew na koszulce przeraziłam się. Co się ze mną dzieje? Nie
wiedziałam gdzie jestem. Znów znalazłam się w obcym miejscu.
Zobaczyłam przerażone twarze czterech chłopaków. W tym szatyna ,
z tego co pamiętam miał na imię Justin. Moje
źrenice rozszerzyły się jeszcze bardziej. Zauważyłam , że
jestem w samej bieliźnie , a łzy zaczęły spływać po moich
policzkach.
-Cii.. nie płacz. Jak się czujesz?-spytał szatyn.
Nie odpowiedziałam . Jedyne co zrobiłam ,to przykryłam się kocem
, na którym leżałam.
-Nie bój się nas. Nic ci nie zrobimy-powiedział jakiś brunet. Nie
wiem dlaczego mówili tak cicho , jakby się czegoś bali.
W tym momencie podszedł do mnie powoli jakiś blondyn. Był dość
przystojny. Wogóle o czym ja myślę?? Nieważne.
Szybko się od niego odsunęłam. Skrzywiłam się przy tym i
złapałam się za bolący brzuch.
-Boli?
Kiwnęłam tylko niepewnie głową.
-Jestem Ryan. Jeżeli pozwolisz mi podejść , pomogę ci z bólem.
Jestem lekarzem , ale muszę z tobą najpierw porozmawiać i cię
zbadać.
Pokiwałam przecząco głową i odsunęłam się na skraj ....
stołu?? co ja tu robię? Zgwałcili mnie? Ja pierdolę , najpierw
mówią , że jestem tu bezpieczna , a później budzę się na stole
w samej bieliźnie z bólami brzucha. Zaufać im? ... Nie.
-A porozmawiasz ze mną jeżeli oni wyjdą ?- zapytał cicho Ryan.
Chwile się zastanowiłam. Spojrzałam na chłopaków. Ich miny
wyrażały tylko zmieszanie , pewnie jak i moja. Niepewnie się
zgodziłam.
-Tak- szepnęłam cicho ochrypłym głosem.
Cała trójka wyszła szybko z pokoju nic nie mówiąc.
Podszedł do małego stoliczka i wręczył mi herbatę. Popatrzyłam
na nią z niepewną miną.
-Spokojnie. To tylko ziołowa herbata-zapewnił mnie.
Wzięłam pierwszy łyk. Rzeczywiście smakowała jak herbata.
-Dziękuje- szepnęłam.
-Mogę usiąść obok ciebie?-zapytał.
-Tak – ledwie co wymówiłam to słowo , bo bolało mnie gardło.
Usiadł koło mnie dość blisko.
-Nic nie mów. Będę zadawał ci pytania , a ty będziesz jedynie
potwierdzać lub zaprzeczać ruchami głowy , okej?
Kiwnęłam głową.
-Okej. Pierwsze pytanie. Jak bardzo w skali do pięciu boli cię
brzuch?
Pokazałam mu dziesięć palców.
-To nie dobrze ...- wyglądał na mocno zmartwionego- czy .... ,
hmm.... , powiem wprost. Czy ktoś cię zgwałcił?- zapytał
niepewnie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Pokazałam mu ramiączko od stanika ,
a pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Nie , nie , nie ... !!!-zaprzeczył szybko i głośno , tak , że
chciałam się jeszcze przesunąć , ale upadłam na podłogę. Byłam
w szoku.
Chciał pomóc mi wstać , ale odmówiłam pomocy i skuliłam się w
koncie , cicho szlochając. To nie tak. Nie jestem jakąś mazgają ,
ale zrozumcie mnie. Byłam w szoku i wszystko mnie bolało.
-Cii... przepraszam. Chodziło mi o to , że cię nie zgwałciliśmy.
Mam na myśli , czy człowiek , który cię porwał coś ci zrobił?
Wszystkie wspomnienia stamtąd wróciły do mnie. Ból na
nadgarstkach i policzkach. To , jak był we mnie i jak krzyczał...
Rozpłakałam się mocniej i potwierdziłam jedynie głową.
-Zgwałcił?
Zawahałam się na chwile. Czy to co mi zrobił można nazwać
gwałtem. Trochę się speszyłam i zaprzeczyłam głową.
-Bił?-zapytał niepewnie.
Od razu potwierdziłam.
-Mogłem się domyślić – westchnął – czy coś ci mówił?
Dlaczego cię porwał?
Najpierw potwierdziłam , a później zaprzeczyłam.
-Dobrze , opowiesz mi później jak odzyskasz głos , okej?
Potwierdziłam kiwnięciem głowy.
-Siostra Justina przyniosła ci trochę ciuchów i kosmetyków , więc
pójdź się wykapać. Pomóc ci tam dojść? Jest naprzeciwko tego
pokoju.
Zaprzeczyłam i cicho podziękowałam. Wstałam powoli i cicho
syknęłam. Ruszyłam wolnym krokiem do łazienki. Ryan cały czas
obserwował moje ruchy. Był skupiony tak ,że w każdej chwili
mógłby do mnie podbiec i złapać , gdybym upadła.
*
Gdy weszłam do łazienki zobaczyłam Justina kładącego ciuchy na
pralce. Nawet nie wiem dlaczego się przestraszyłam. Łzy
niekontrolowanie zaczęły spływać po moich policzkach. Justin
odwrócił się do mnie z zaskoczeniem , a później z bólem w
oczach , gdy zobaczył w jakim jestem stanie. Myślałam , że chce
do mnie podejść , więc szybko odsunęłam się krok w bok.
-Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię. Zobacz. Podaj mi na chwilę
rękę.
Wyciągnął ją do mnie.
-Nie!- krzyknęłam zapłakana i cofnęłam się w róg
pomieszczenia.
-Proszę- szepnął.
Zaprzeczyłam głową i otarłam oczy rękawem.
-Dobrze , ale później chciałbym z tobą porozmawiać. Trochę
lepiej cię poznać. Co ty na to?
Kiwnęłam niepewnie głową na znak , że się zgadzam.
-Tak poza tym , jestem Justin- powiedział i wyszedł z
pomieszczenia.
Zamknęłam drzwi na klucz. Rozebrałam się nawet nie zaglądając w
lustro , bojąc się co moge tam ujrzeć. I tak wiem ,że jestem cała
poobijana , w siniakach itp. Byłam przerażona , gdy zobaczyłam
krew między nogami. Powoli weszłam do kabiny i włączyłam
prysznic.Powoli rozluźniałam się pod wpływem ciepłej cieczy
spływającej po moim ciele.
*Oczami Justina*
Byłem smutny. To jak na mnie spojrzała i jak się mnie przeraziła
zabolało. Chciałem ją przytulić ..., pocałować namiętnie ....
czekaj, czekaj. Co ja powiedziałem? Justin , uspokój się. To tylko
sexy dziewczyna w twoim wieku , tyle że po gwałcie. Ugh.. moje
hormony są tak trudne do opanowania... Dobra , nieważne , cofam to.
Chciałem , żeby dała mi tę rękę. Żeby jak położę ją na jej
ramie , nie przestraszyła się.
-I co ?- z rozmyślań wyrwał mnie Bruce.
-Spotkałem ją . Przeraziła się mnie i zaczęła płakać.
Chciałem z nią porozmawiać , ale odmówiła. Zgodziła się , że
później ją trochę poznam.
-To dziwne...- w tej chwili do pokoju wszedł Ryan – ledwo co ze
mną chciała pogadać. W ogóle ,jest to silna dziewczyna. Nie
chciała pomocy w pójściu do łazienki , odezwała się.To cud , że
jeszcze się nie zabiła..
-Zawsze może to zrobić teraz- mruknął Chris
-Dlatego trzeba ją kontrolować. Zagadywać i zajmować czymś , aby
o tym nie myślała. Póki co lek działa i chyba pomaga , ale
niedługo może się skończyć , a drugiej dawki nie kupimy. Miejmy
nadzieję , że to pomoże. Jak na razie dała mi się do siebie
zbliżyć na odległość dwóch metrów. Zawsze coś.
-Farciarz-powiedziałem nieświadomie.
-Co ty powiedziałeś?- zapytał Chris.
-Co ? Nic- mruknąłem szybko.
-Czyżby nasz twardziel , Bieber , się zakochał? Aww... -
uśmiechnął się znacząco.
-Nie prawda – cicho warknąłem , wstałem i ruszyłem w stronę
kuchni.
-Taa... jasne – usłyszałem jeszcze za sobą.
*
Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem puszkę piwa. Po chwili
dołączył do mnie Ryan.
-Tylko nic nie mów-mruknąłem i wziąłem łyk orzeźwiającego
napoju.
-Chciałem cię tylko ostrzec. Nie mam nic przeciwko temu , że to ta
jedyna , ale poczekaj chwilę. Jeżeli zrobisz jakiś ruch zanim ci
zaufa to po tobie , a może nawet i po niej. Może tego nie znieść
i...
-Okej , zrozumiałem- przerwałem mu trochę podnosząc swój ton
głosu- ... dzięki – dodałem po chwili.
-Spoko. Wiesz , że zawsze możesz ze mną pogadać? Nawet o
dziewczynach- zaśmiał się.
Zawtórowałem mu.
-Tak wiem- odpowiedziałem szczerze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz