Rozdział 4 -
"Nieznajomy"
"Nieznajomy"
*oczami Amy*
Obudziłam się
cała mokra i z mokrymi policzkami.Śnił mi się koszmar , w którym
mnie porwano i prawie zgwałcono. Jeszcze nigdy nie śniło mi się
takie coś. Dziwne. Nie miałam siły otworzyć oczu , więc jedynie
wtuliłam się mocniej w poduszkę. Gdy poczułam męskie perfumy
szybko podniosłam się do pionu i uchyliłam lekko powieki. Poczułam
ból w podbrzuszu, więc złapałam się za brzuch i jęknęłam.
Otworzyłam szerzej moje zaspane oczy i zorientowałam się , że nie
jestem w swoim pokoju. W tym momencie wróciły mi urywki z
wczorajszej nocy. A jednak to nie był zwykły koszmar. Zaczęłam
panikować.
Łzy zaczęły
gromadzić mi się w oczach , gdy nagle drzwi od pokoju się
otworzyły. Stał w nich nieznajomy szatyn ubrany w czarno-granatową skórzaną kurtkę i luźne spodnie . Grzywkę miał
podniesioną do góry , a oczy brązowe jak czekolada. Można by się
w nich utopić i być szczęśliwym , ale w tym momencie
przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam i wszystkie
wcześniejsze uczucia powróciły.
Chciałam wstać ,
ale ostry ból , który mnie przeszedł uniemożliwił mi to. Upadłam
na podłogę. Chłopak podbiegł do mnie i chciał mi pomóc wstać.
-Zostaw mnie !-
krzyknęłam i poczułam jak kropelki łez spływają mi po
policzkach.Ja się nie bałam , ja byłam przerażona.
-Cii..Uspokój
się...-chciał mnie podnieść , ale odepchnęłam go resztkami sił
i rozpłakałam się.Chłopak tylko uniósł ręce w poddającym się
geście.
-Ok. Wiedz tylko ,
że tu jesteś bezpieczna. Chcesz coś pić , albo jeść?-spytał
się mnie , a ja zaprzeczyłam ruchem głowy.
Próbowałam
ponownie wstać , ale znów poczułem ten ostry ból , więc jedynie
skuliłam się na podłodze i zaczęłam cicho szlochać. Spojrzałam
na niego i dałam mu do zrozumienia , żeby dał mi spokój.
*oczami Justina*
Chciałem do niej
podbiec , ale gdy zobaczyłem to przerażenie w jej oczach ,
odpuściłem sobie.
Wyszedłem z pokoju
i schodząc po schodach skierowałem się do salonu gdzie czekała na
mnie reszta chłopaków.
-I co?-zapytał
Chris- Chce coś do żarcia?
-Nie , ona musi
odpocząć. Nasze przypuszczenia są chyba trafne. On musiał ją
zgwałcić , bo jak wytłumaczyć ten strach w oczach?
-Wiesz , każdy na
jej miejscu byłby przerażony-odezwał się Bruce.
-Masz racje , ale
jest coś jeszcze. Kiedy chciała wstać to złapała się za brzuch
i upadła. Nie potrafi sama ustać na nogach.
-Mam nadzieje , że
jej pomogłeś?-zapytał Chris.
-Chciałem , ale
tylko krzyknęła i kazała mi odejść . Boi się mnie jak
ognia-odpowiedziałem szybko.
-Czyli nie
uratowaliśmy jej od gwałtu...-westchnął Bruce.
-Najważniejsze ,
że żyje- przerwałem brunetowi-Trzeba ją tylko uspokoić ,
przekonać , że z nami jest bezpieczna. Nie może tak wrócić do
domu. Poza tym jest tu chyba nowa , bo ma jakiś dziwny akcent.
-A co z jej
rodzicami ? Na pewno zawiadomili już policję o jej
zniknięciu-powiedział Chris.
-Wezmę jej
telefon i wyślę wiadomość do jej mamy , że źle się czuje i
zostanie u koleżanki ze szkoły na kilka dni na noc. Później
wymyślimy coś innego-zaproponowałem-To trochę potrwa zanim sie
uspokoi . Pogadam z nią jutro o tym co się stało wcześniej w tym
magazynie. Może zna powód dla którego ją zabrali. Gdyby chcieli
tylko sexu to już dawno by nie żyła.
Wszyscy kiwnęli
twierdząco głową. Odszedłem w stronę kuchni i otworzyłem
lodówkę. Wyciągnąłem z niej piwo i usiadłem koło Chrisa na
kanapie. Oglądaliśmy film.
*oczami Amy*
Gdy Szatyn wyszedł
, podniosłam się i ignorując ból ,opadłam na łóżko.Poszukałam
wzrokiem torebki , ale nigdzie jej nie było. Zastanawiałam się czy
naprawdę jestem tutaj bezpieczna. W końcu oni uratowali mnie i póki
co nic mi nie zrobili.Chociaż zawsze mogą przyjść wieczorem jak
im się zechce sexu z bezbronną dziewczyną. Nie mogę ryzykować .
Muszę się stąd wydostać. Słońce zachodzi , więc musiałam
przespać cały dzień. Okna nie ma , a nie słyszałam , żeby
chłopak zamykał drzwi.
Powoli wstałam i
powstrzymałam się przed kolejnym upadkiem. Zajrzałam za drzwi i
upewniłam się , że nikogo nie ma w pobliżu.
-Kurwa -zaklęłam
nieświadomie pod nosem gdy zobaczyłam długie i strome schody w
dół. Nie wiem czy dam rade po nich zejść , ale warto spróbować.
Na szczęście odgłosy słychać było po mojej prawej stronie , a
musiałam iść w lewo do korytarza. Zapewne prowadzi on do wyjścia.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Schodziłam
stawiając każdy krok powoli. Ból był niewiarygodnie silny , a
powinien już trochę ustąpić. Gdy zostały mi 3 schodki do
przejścia poczułam jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch. Krzyknęłam
nieświadoma tego , że mnie usłyszeli. Nogi same się pode mną
ugieły i spadłam ze schodów. Skuliłam się i zaczęłam płakać.
Usłyszałam za sobą krzyki.
-Kurwa!!-wydarł
się jakiś nieznany mi głos. Poczułam parę umięśnionych rąk ,
które chcą mnie podnieść. Gdy tylko się lekko wyprostowałam,
ból nasilił się.
-Zostaw mnie! Nie
dotykaj mnie !- wydarłam się na całe mieszkanie.
-Spokojnie chce ci
tylko pomóc ...
-Nie!!- przerwałam
mu.Szarpałam się , ale mocno mnie trzymał- To boli!! -nawet nie
widziałam tej osoby , bo miałam za bardzo zamglony wzrok i
spuchnięte od płaczu oczy. Gdy tylko to wykrzyczałam , puścił
mnie i ponownie skuliłam się , odsuwając się od niego lekko.
-Ja pierdole ,
chyba trzeba ją zabrać do szpitala-usłyszałam za sobą inny ,nowy
głos.
-Nie!!-krzyknęłam-
proszę , wszędzie tylko nie tam-dodałam już ciszej. Zamknęłam
oczy i jeszcze mocniej o ile to możliwe rozpłakałam się.
Od dziecka
nienawidziłam szpitali. Na sam widok igły mdlałam , a krwi
wymiotowałam. Rodzice nie pobierali mi krwi , chyba że spałam.
Nawet zwalniali mnie z zajęć techniki , kiedy mieliśmy coś szyć.
-Masz
rację-odpowiedział mu jakiś mężczyzna.
-Nigdzie nie
idę-powiedziałam stanowczo i odsunęłam się kawałek.
-Masz rację.
Nigdzie sama nie pójdziesz. Ja cię zaniosę-rozpoznałam głos
szatyna. Czułam w jego głosie nutkę strachu....albo mi się tylko
wydawało.
-Nie-zaprzeczyłam
od razu , już bardziej stanowczym tonem głosu.
-Nie masz wyboru.
Bruce , przynieś koc , a ty Chris idź odpalić samochód-powiedział
kolejno do bruneta i blondyna.
*
Musiałam szybko
coś wymyślić , tylko co? Nagle wpadłam na genialny pomysł i
uśmiechnęłam się pod nosem. Powoli usiadłam i powiedziałam:
-Jeżeli mnie tam
zawieziecie , powiem , że mnie zgwałciliście i to wszystko to
wasza zasługa.
Momentalnie cała
trójka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła się w moją
stronę.
-Ty se chyba kurwa
żartujesz?-zapytał szatyn- Nie dość , że ratujemy ci dupę ,
chcemy ci pomóc wioząc cię do szpitala , to jeszcze chcesz nas
oskarżyć o coś czego nie zrobiliśmy?!-wydarł się.
-Justin , uspokój
się , ona tylko się ...
-A skąd mam
wiedzieć , że tego nie zrobiliście ?!- przerwałam z tego co
pamiętam Chris'owi- w końcu przespałam cały dzień i obudziłam
się z ostrym bólem brzucha!-wydarłam się na Justina.
-Ty niczego nie
pamiętasz?! Porwał cię jeden z gwałcicieli panujących w tym
mieście!Prawdopodobnie to on cię zgwałcił! Wykorzystał cię ,
choć nie wiem dlaczego nie zabił! Byłaś dla niego zwykła suką i
dziwką, która kiedyś mu coś zrobiła , a teraz jest w jego
zasięgu!
W tym momencie
wybuchnęłam głośnym płaczem. Puściłam wodze moim nerwom.
Chowając głowę między skulone kolana , cały czas kiwałam
przecząco głową. W pewnym momencie nie wytrzymałam i wydarłam
się z powodu ogromnego bólu. Zaczęłam kaszleć.Jedyne co jeszcze
pamiętam , to para rąk obejmująca mnie i krzyki. Później
zapadłam w głęboki sen...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz