sobota, 31 maja 2014

Rozdział 4

Rozdział 4 - 
"Nieznajomy"
*oczami Amy*

Obudziłam się cała mokra i z mokrymi policzkami.Śnił mi się koszmar , w którym mnie porwano i prawie zgwałcono. Jeszcze nigdy nie śniło mi się takie coś. Dziwne. Nie miałam siły otworzyć oczu , więc jedynie wtuliłam się mocniej w poduszkę. Gdy poczułam męskie perfumy szybko podniosłam się do pionu i uchyliłam lekko powieki. Poczułam ból w podbrzuszu, więc złapałam się za brzuch i jęknęłam. Otworzyłam szerzej moje zaspane oczy i zorientowałam się , że nie jestem w swoim pokoju. W tym momencie wróciły mi urywki z wczorajszej nocy. A jednak to nie był zwykły koszmar. Zaczęłam panikować.
Łzy zaczęły gromadzić mi się w oczach , gdy nagle drzwi od pokoju się otworzyły. Stał w nich nieznajomy szatyn ubrany w czarno-granatową skórzaną kurtkę i luźne spodnie . Grzywkę miał podniesioną do góry , a oczy brązowe jak czekolada. Można by się w nich utopić i być szczęśliwym , ale w tym momencie przypomniałam sobie dlaczego się tu znalazłam i wszystkie wcześniejsze uczucia powróciły.
Chciałam wstać , ale ostry ból , który mnie przeszedł uniemożliwił mi to. Upadłam na podłogę. Chłopak podbiegł do mnie i chciał mi pomóc wstać.
-Zostaw mnie !- krzyknęłam i poczułam jak kropelki łez spływają mi po policzkach.Ja się nie bałam , ja byłam przerażona.
-Cii..Uspokój się...-chciał mnie podnieść , ale odepchnęłam go resztkami sił i rozpłakałam się.Chłopak tylko uniósł ręce w poddającym się geście.
-Ok. Wiedz tylko , że tu jesteś bezpieczna. Chcesz coś pić , albo jeść?-spytał się mnie , a ja zaprzeczyłam ruchem głowy.
Próbowałam ponownie wstać , ale znów poczułem ten ostry ból , więc jedynie skuliłam się na podłodze i zaczęłam cicho szlochać. Spojrzałam na niego i dałam mu do zrozumienia , żeby dał mi spokój.

*oczami Justina*

Chciałem do niej podbiec , ale gdy zobaczyłem to przerażenie w jej oczach , odpuściłem sobie.
Wyszedłem z pokoju i schodząc po schodach skierowałem się do salonu gdzie czekała na mnie reszta chłopaków.
-I co?-zapytał Chris- Chce coś do żarcia?
-Nie , ona musi odpocząć. Nasze przypuszczenia są chyba trafne. On musiał ją zgwałcić , bo jak wytłumaczyć ten strach w oczach?
-Wiesz , każdy na jej miejscu byłby przerażony-odezwał się Bruce.
-Masz racje , ale jest coś jeszcze. Kiedy chciała wstać to złapała się za brzuch i upadła. Nie potrafi sama ustać na nogach.
-Mam nadzieje , że jej pomogłeś?-zapytał Chris.
-Chciałem , ale tylko krzyknęła i kazała mi odejść . Boi się mnie jak ognia-odpowiedziałem szybko.
-Czyli nie uratowaliśmy jej od gwałtu...-westchnął Bruce.
-Najważniejsze , że żyje- przerwałem brunetowi-Trzeba ją tylko uspokoić , przekonać , że z nami jest bezpieczna. Nie może tak wrócić do domu. Poza tym jest tu chyba nowa , bo ma jakiś dziwny akcent.
-A co z jej rodzicami ? Na pewno zawiadomili już policję o jej zniknięciu-powiedział Chris.
-Wezmę jej telefon i wyślę wiadomość do jej mamy , że źle się czuje i zostanie u koleżanki ze szkoły na kilka dni na noc. Później wymyślimy coś innego-zaproponowałem-To trochę potrwa zanim sie uspokoi . Pogadam z nią jutro o tym co się stało wcześniej w tym magazynie. Może zna powód dla którego ją zabrali. Gdyby chcieli tylko sexu to już dawno by nie żyła.
Wszyscy kiwnęli twierdząco głową. Odszedłem w stronę kuchni i otworzyłem lodówkę. Wyciągnąłem z niej piwo i usiadłem koło Chrisa na kanapie. Oglądaliśmy film.

*oczami Amy*

Gdy Szatyn wyszedł , podniosłam się i ignorując ból ,opadłam na łóżko.Poszukałam wzrokiem torebki , ale nigdzie jej nie było. Zastanawiałam się czy naprawdę jestem tutaj bezpieczna. W końcu oni uratowali mnie i póki co nic mi nie zrobili.Chociaż zawsze mogą przyjść wieczorem jak im się zechce sexu z bezbronną dziewczyną. Nie mogę ryzykować . Muszę się stąd wydostać. Słońce zachodzi , więc musiałam przespać cały dzień. Okna nie ma , a nie słyszałam , żeby chłopak zamykał drzwi.
Powoli wstałam i powstrzymałam się przed kolejnym upadkiem. Zajrzałam za drzwi i upewniłam się , że nikogo nie ma w pobliżu.
-Kurwa -zaklęłam nieświadomie pod nosem gdy zobaczyłam długie i strome schody w dół. Nie wiem czy dam rade po nich zejść , ale warto spróbować. Na szczęście odgłosy słychać było po mojej prawej stronie , a musiałam iść w lewo do korytarza. Zapewne prowadzi on do wyjścia. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Schodziłam stawiając każdy krok powoli. Ból był niewiarygodnie silny , a powinien już trochę ustąpić. Gdy zostały mi 3 schodki do przejścia poczułam jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch. Krzyknęłam nieświadoma tego , że mnie usłyszeli. Nogi same się pode mną ugieły i spadłam ze schodów. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Usłyszałam za sobą krzyki.
-Kurwa!!-wydarł się jakiś nieznany mi głos. Poczułam parę umięśnionych rąk , które chcą mnie podnieść. Gdy tylko się lekko wyprostowałam, ból nasilił się.
-Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie !- wydarłam się na całe mieszkanie.
-Spokojnie chce ci tylko pomóc ...
-Nie!!- przerwałam mu.Szarpałam się , ale mocno mnie trzymał- To boli!! -nawet nie widziałam tej osoby , bo miałam za bardzo zamglony wzrok i spuchnięte od płaczu oczy. Gdy tylko to wykrzyczałam , puścił mnie i ponownie skuliłam się , odsuwając się od niego lekko.
-Ja pierdole , chyba trzeba ją zabrać do szpitala-usłyszałam za sobą inny ,nowy głos.
-Nie!!-krzyknęłam- proszę , wszędzie tylko nie tam-dodałam już ciszej. Zamknęłam oczy i jeszcze mocniej o ile to możliwe rozpłakałam się.
Od dziecka nienawidziłam szpitali. Na sam widok igły mdlałam , a krwi wymiotowałam. Rodzice nie pobierali mi krwi , chyba że spałam. Nawet zwalniali mnie z zajęć techniki , kiedy mieliśmy coś szyć.
-Masz rację-odpowiedział mu jakiś mężczyzna.
-Nigdzie nie idę-powiedziałam stanowczo i odsunęłam się kawałek.
-Masz rację. Nigdzie sama nie pójdziesz. Ja cię zaniosę-rozpoznałam głos szatyna. Czułam w jego głosie nutkę strachu....albo mi się tylko wydawało.
-Nie-zaprzeczyłam od razu , już bardziej stanowczym tonem głosu.
-Nie masz wyboru. Bruce , przynieś koc , a ty Chris idź odpalić samochód-powiedział kolejno do bruneta i blondyna.
*
Musiałam szybko coś wymyślić , tylko co? Nagle wpadłam na genialny pomysł i uśmiechnęłam się pod nosem. Powoli usiadłam i powiedziałam:
-Jeżeli mnie tam zawieziecie , powiem , że mnie zgwałciliście i to wszystko to wasza zasługa.
Momentalnie cała trójka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła się w moją stronę.
-Ty se chyba kurwa żartujesz?-zapytał szatyn- Nie dość , że ratujemy ci dupę , chcemy ci pomóc wioząc cię do szpitala , to jeszcze chcesz nas oskarżyć o coś czego nie zrobiliśmy?!-wydarł się.
-Justin , uspokój się , ona tylko się ...
-A skąd mam wiedzieć , że tego nie zrobiliście ?!- przerwałam z tego co pamiętam Chris'owi- w końcu przespałam cały dzień i obudziłam się z ostrym bólem brzucha!-wydarłam się na Justina.
-Ty niczego nie pamiętasz?! Porwał cię jeden z gwałcicieli panujących w tym mieście!Prawdopodobnie to on cię zgwałcił! Wykorzystał cię , choć nie wiem dlaczego nie zabił! Byłaś dla niego zwykła suką i dziwką, która kiedyś mu coś zrobiła , a teraz jest w jego zasięgu!
W tym momencie wybuchnęłam głośnym płaczem. Puściłam wodze moim nerwom. Chowając głowę między skulone kolana , cały czas kiwałam przecząco głową. W pewnym momencie nie wytrzymałam i wydarłam się z powodu ogromnego bólu. Zaczęłam kaszleć.Jedyne co jeszcze pamiętam , to para rąk obejmująca mnie i krzyki. Później zapadłam w głęboki sen...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz